POWRÓT ADAELI


Mrok stawał się coraz bardziej namiętny. Na peronie dworca Berlin Lichtenberg siedział już od kilkunastu minut rozpamiętując wersy z książki, którą tak bardzo lubił.
-Jakże to życie jest przewrotne - pomyślał.
Nie tak dawno temu siedział w domu przy winie i spokojnej muzyce chillout czytając, a teraz się tu znalazł. Tak to musiało zastanawiać. Jednocześnie czuł jedno z tych uczuć, które nie pozwalało mu się ruszyć z miejsca. Dawało mu poczucie niesamowitego komfortu nie tylko psychicznego ale i fizycznego. Mimo dość niskiej temperatury. Jego rozmyślania co jakiś czas przerywały zapowiedzi pociągów oraz same metalowe wehikuły. Jedne się zatrzymywały. Inne z kolei przejeżdżały z dużą prędkością wioząc pasażerów do ich miejsc destynacji. Uwielbiał wieczory. Zawsze. Bo są zwieńczeniem dnia i pozwalają zwolnić oraz zająć się sobą. Swoimi myślami. Zatrzymać się wśród swoich marzeń, pasji. Wyciszyć się do samego końca. I tak na dobrą sprawę nie było określonego miejsca gdzie mógł takiego stanu doznać. Tu i teraz będąc na tym słynnym dworcu samobójców zamyślił się. Jednocześnie rozglądał się w różnych kierunkach i spoglądał na ludzi. Było to bardzo interesujące doświadczenie kiedy można patrzeć na kogoś i szukać w jego mowie ciała i oczach kim jest. Co robi? Jakim jest człowiekiem? Jego myśli spływały coraz bardziej w stronę odizolowania. Czas jaki już tu spędził dawał znać o sobie. Dookoła zaczynała się wić mgła, co zaczęło go bardzo zastanawiać. Głosy jakby cichły i znikały wśród rozmywających się obrazków. Po ciele zaczął spływać dreszcz. I to ten dreszcz, który już znał. Pamiętał go ze snów. Kiedy śnił. O snach z dalekich marzeń sennych. I ten ostatni sen sprzed miesiąca, który tak bardzo wielkie wrażenie na nim zrobił swą realnością. To co wydarzyło się tamtej nocy do dziś nie pozostawało mu obojętne. I nie wiedział jak to się stało, że na jego szyi jednak zostały ślady po ugryzieniu.
Myśli zaczynały krążyć wśród satelitów jego marzeń. Poruszał się między nimi. Uniósł rękę, ale nie był pewien czy naprawdę to zrobił. Jego motoryka nie była namacalna. Jednak czuł, że się porusza. Wstał więc i zaczął iść. Jego nogi stały się bardzo ciężkie. Szedł powoli smakując się w ruchach. Sprawiało mu to nieskrywaną radość. Ta bytność w takim stanie sprawiała, że czuł się jak w czasach gdy brał narkotyki z przyjaciółmi. Te myśli jednak nie zaprzątnęły jego głowy aż tak bardzo. Chłód trochę ustąpił. Nagle się zatrzymał nad krawędzią peronu. Spojrzał w dal gdzie tory znikały we mgle i mroku. I usłyszał niespodziewanie lekki szmer. Stanął zamrożony. Znał doskonale ten szmer. Zwiastował on tylko jedno. I nie wierzył w to, że znów się to dzieje, że powraca. Serce biło szybko dostając co chwila potężne dawki adrenaliny i endrofin. Stan w jakim się znajdował doprowadzał go do omdlenia. Nie wiedział czy z radości czy ze strachu. W takich wypadkach strach zawsze mu towarzyszył.
Nagle poczuł dwie dłonie na ramionach. Nie odważył się odwrócić. Usłyszał jednak...
-Witaj. Długi czas się nie widzieliśmy... prawda?
Milczał. Nie był w stanie wypowiedzieć jakiegokolwiek słowa.
-Chodź mój mężczyzno z tego ponurego miejsca. Pojedźmy w inne. Bardziej nam sprzyjające.
Nie zaprotestował. Ruszyli w milczeniu tylko w jej znanym kierunku. Opuścili dworzec i poszli do jej samochodu. Uwielbiał jej wysmakowanie w samochodach. Jej Lexus ten z najmniejszych tonął w mgle z przymrużonymi reflektorami. Otworzył się i wsiedli. Nawet nie zauważył gdy znaleźli się na autostradzie okalającej Berlin. Sprawił to jej zapach. Nie miał pojęcia jakie to były perfumy ale zawsze go ścinały z nóg. Odbierały zmysły.
Zjechali z autostrady do hotelu na uboczu. Wiedział, że dobrała to miejsce starannie. Zresztą nie zajmowało jej to wiele czasu. Przecież mogła się poruszać niemalże z prędkością światła.
Czerwono czarny wystrój odpowiadał jej makijażowi i ubiorowi. Zawsze te kolory u niej dominowały. Tym razem jednak paznokcie u dłoni miała "naturalne". To go nieco zdziwiło, bo zawsze były albo czarne albo krwisto czerwone.
-Widzę, że ponownie nie czujesz się zaskoczony miejscem do którego Ciebie zabrałam.- powiedziała swoje pierwsze słowa od czasu  kiedy wyjechali z Berlina.
-Adaelo, jak to się dzieje, że nagle znikasz i się pojawiasz? Jesteś...
-Ćsiiii... - delikatnie go uciszyła kładąc palec na jego ustach.
-Napij się wina. Dziś białego z Kalifornii. Wiem, że ostatnio się w nim wysmakowałeś. Proszę nie pytaj mnie o coś czego nie chcę mówić.
-Zaskakujesz mnie zawsze. I nigdy nie wiem na ile to prawda, a na ile sen.
-A czy to przeszkadza Tobie? - zapytała patrząc na czerwony obrus.
-Nie. - odpowiedział.
-Cieszę się z tego bardzo.
Nagle drgnął bo w jej oczach nie było jasnoniebieskich tęczówek. To był znak jej podniecenia. Stawała się wtedy bardzo tajemnicza, ale jednocześnie pociągająca do granic możliwości. W brzuchu poczuł latające motylki. I sam nie wiedział czy ze strachu czy z podniecenia.
W głośnikach zagrała muzyka, która stworzyła spokojny nastrój, któremu się w końcu poddał.
Zamówili i zjedli to co lubili najbardziej. Przez chwilę przeleciała mu przez głowę myśl "czy to człowiek czy wampirzyca?" Wszakże wampiry żywią się krwią. Zaraz jednak o tym zapomniał.
Adaela wzięła go za rękę po jedzeniu i zabrała do pokoju gdzie poszła wziąć prysznic.
Włączył muzykę i otworzył drugie wino. Napełnił kieliszki gdy poczuł prawie nagie ciało blisko jego. Jej ręce zaczynały błądzić po jego ramionach. Gdy już czuł całkowite odprężenie nagle odchyliła jego głowę i wbiła się mocno i zdecydowanie w jego szyję. Niemalże omdlał z bólu i gorąca, które oblało jego ciało. Później wszystko się potoczyło jak w magicznym filmie o ukrywających się kochankach zdradzających swoich partnerów. Niesamowite czuć takie uczucie gdy się jest samotnym. Tylko czy na pewno? Przecież była Ona.
Te ilości ciepłego i pulsującego ciała Adaeli rozpędzały krew w jego żyłach do prędkości pędzącego pyłu gwiezdnego. Trzymał ją w ramionach. Kochał się z nią. Był przy niej. W tej chwili. Tu i teraz. W wieczności. Był nią, a ona nim. Kolory czerwieni i czerni dodawały mistycyzmu. Spojrzała mu w oczy leżąc przy nim... z wykończenia na chwilę zamknął oczy...
Nagle jakiś wielki hałas wyrwał go z tego wszystkiego. Nie wiedział co się dzieje. Przebudził się. Otworzył oczy. To dzwonił telefon. Wyjął go z torby z laptopem i spojrzał na wyświetlacz... To dzwoniła ona...


13.01.2009r. - daimoon- 
     

© Paweł K.  Daimoon 2006